ESTETYKA SEKSUALNA*

ESTETYKA SEKSUALNA*

 

Dla T.

Starożytni stworzyli rozkosz płciową,

aby nadać porządek wszystkim ludzkim sprawom”.

 

Czy można na poważnie uznawać, że ars erotica to sztuka? Innymi słowy, czy da się pokazać, że „zbliżenie miłosne ma potencjał estetyczny”?

Jestem głęboko przekonany, że na oba pytania należy odpowiedzieć twierdząco. Jestem też autentycznie szczęśliwy, że w "półperyferyjnym kraju nad Wisłą", w którym do łask wraca pruderia i wyparcie cielesności, odpowiedzi takiej udziela Richard Shusterman w jednym z rozdziałów opublikowanego właśnie przekładu jego książki Myślenie ciała. Eseje z zakresu somaestetyki.

Shusterman zdaje tam sprawę z konieczności przekroczenia tradycji Zachodniej, w której „uwodzicielska estetyka seksualna” spotyka się ze stanowczym oporem ze strony filozofii, definiującej doświadczenie estetyczne „kontrastowo zestawiając je z doświadczeniem seksualnym”. Co więcej, Shusterman pisze słusznie, że w naszej kulturze „panuje model scientia sexualis oraz kartezjańskie wyobrażenie ciała jako maszyny”, dlatego „obsesyjnie skupiamy się na ulepszaniu seksu środkami mechanicznymi, niepercepcyjnymi (takimi jak tabletki, lubrykanty czy powiększanie członka), zaniedbując w konsekwencji artystyczne techniki udoskonalenia doświadczenia erotycznego”.

Nie znaczy to, że w filozofii Zachodu nie próbowano mówić o estetycznym wymiarze doświadczenia erotycznego. Kwestię tę — pisze Shusterman — podjął choćby filozof analityczny Ronald de Sousa. Jest on autorem artykułu, w którym pokazywał niemożliwość romantycznego modelu miłości, który jest niespójny, „gdyż opiera się na serii sprzeczności — spełnienia i niemożliwości posiadania, platońskiej idealizacji przedmiotu miłości i antyplatońskiego nacisku, że jest on konkretny i jednostkowy, oraz unikalnej nowości i pragnienia trwałości, które zasadza się na powtarzalnym doznawaniu spełnienia z ukochaną osobą”. Niespójność czy niemożliwość romantycznego modelu miłości powoduje, że Sousa domaga się „rehabilitacji pewnych form wyobrażonych inscenizacji miłości w seksie »przypadkowym«, »bez zobowiązań«, a nawet komercyjnym”. Zaleca przy tym „inscenizowanie erotycznych gestów miłości w celu osiągnięcia przyjemności i estetycznej kreacji lub odtwarzania wzruszeń miłosnych, niemożności posiadania i nie zastępowalności czasu”.

Konstytutywnym elementem takich ceremonii erotycznych muszą być „najlepsze rodzaje miłości nieerotycznej”, wśród których wymienia: hojność, wyobraźnię, uczciwość, szczerość, intensywną uwagę oraz umiejętność czerpania „przyjemności z przyjemności innych”. Wszystkie te elementy wydają mi się autentycznie ważne i potrzebują rehabilitacji w europejskim systemie wartości, wszystkie też mogą uczynić relacje między ludźmi bardziej otwartymi (choćby umiejętność czerpania przyjemności z przyjemności innych może ułatwić pokonanie zazdrości, z którą wiąże się uprzedmiotawiające podejście do partnera jako naszej „własności”). Zgadzam się jednam z Shustermanem, że propozycja Sousy jest niedobra. A to dlatego że jego estetyzacja seksu jest „sprzężona z ideą, że życie płciowe jest estetyczne o tyle, o ile składa się nań fikcja teatralna lub symulacja czegoś innego (np. niemożliwego ideału lub uczucia romantycznej miłości). Nie jest ono estetyczne z racji (lub w kategoriach) intencjonalnych i doznawanych własności estetycznych aktu seksualnego jako prawdziwego wydarzenia, które głęboko zakotwiczone jest w pozostałych aspektach życia i oczekiwaniach uczestniczących w nim kochanków (nie zaś »odizolowane« odeń)”.

W sukurs, zdaniem Shustermana, przyjść nam może ars erotica charakterystyczna dla kultur Wschodu. Jego zdaniem, bardziej płodne będzie wykorzystanie pism z tradycji indyjskiej niż chińskiej. O tradycji chińskiej warto jednak pamiętać, zwłaszcza, że jej specyficzne ujęcie stało się w Europie popularne za sprawą Michela Foucaulta. Foucault twierdził, że chińska ars erotica skupia się na samej rozkoszy i leży na antypodach myślenia europejskiego, w której dominuje „imperatyw medykalizacji” spraw związanych z seksem połączone z chrześcijańskim imperatywem unikania rozkoszy i postrzegania ciała jako czegoś złowróżbnego. Shusterman dowodzi (moim zdaniem przekonująco), że Foucault myli się oddzielając chińską ars erotica od kwestii zdrowotnych (medycznych). Choćby conocny seks z wieloma partnerkami z powstrzymaniem się od ejakulacji miał być sposobem na utrzymanie zdrowia przez mężczyznę, „spotęgować jego witalność i yang” [1]. Karezza to także sposób na wprowadzenie harmonii do wspólnoty domowej, a przez to środek pozwalający osiągnąć „emocjonalną równowagę i spokój umysłu”. Tradycji chińskiej udało się pogodzić estetyczny i funkcjonalny wymiar akty seksualnego. Rozkosz erotyczna zaś stała się narzędziem, które pozwala „regulować i doskonalić swe ciało, umysł i charakter na drodze rytualnego kształtowania zasad ars erotica”.

Aby dowodzić estetycznego charakteru doświadczenia seksualnego lepiej jednak — twierdzi Shusterman — odwołać się do tradycji indyjskiej, gdzie problematyka ta została podjęta szerzej niż w tradycji chińskiej. W tradycji tej estetyzacji poddana została sceneria zbliżenia erotycznego, gra wstępna jak i samo „ukazywanie podniecenia”. Zwraca się tu uwagę choćby na taneczny charakter aktu miłosnego: „w każdym konkretnym wydarzeniu koitalnym można estetycznie aranżować wiele różnych bandhas w coś na kształt sekwencji kroków tanecznych tworzących choreografię seksualnego płciowego zbliżenia”. Można także przydawać zbliżeniu seksualnemu walorów artystycznych przez odgrywanie cech zwierząt, które ucieleśniają opisywane w Kamasutrze rozmaite pozycje seksualne. Można, dalej, pobudzać seksualnie partnerkę/partnera poprzez serie ugryzień, które ułożą się w mandalę. „Znaki takie — czytamy w Kamasutrze — dostrzegają i doceniają również obcy, a gdy je ujrzą (czy to na kobiecie czy na mężczyźnie), zapala się w nich »i szacunek, i ochota«”.

 

Tradycję indyjskiej ars erotica podsumowuje Shusterman następująco: „za nadrzędny sposób uznaje […] pielęgnowanie erotycznego kunsztu drogą biegłości estetycznej i doskonalenia umiejętności zmysłowo-motorycznych przydatnych w uprawianiu miłości”. Odnosząc się do takiej teorii erotyki można dostrzec, że doświadczenie seksualne — jak doświadczenie estetyczne — ma wartość samo w sobie i „doznaje się go dla niego samego”. Można także dostrzec, że oba rodzaje doświadczenia przynoszą znaczącą wiedzę o ciele i umyśle, w przypadku ars erotica o ciele i umyśle „swoim i partnerów”. Doświadczenie estetyczne i doświadczenie seksualne łączy także to, że są zarazem dynamiczne, jak i bierne (zarazem działam i poddaję się).

 

„… ars erotica — pisze Shusterman —z jej naciskiem na pielęgnację percepcji zmysłowej, panowanie nad zmysłami, psychologiczny wgląd, etyczną wrażliwość i umiejętności artystyczne oraz poznawcze, z pewnością zasługuje na somaestetyczne zalecenie ze względu na jej wszechstronne zdolności kształcące”.

 

2016-12-01, MB

 

*Tekst w całości oparty na: R. Shusterman Azjatycka ars erotica a kwestia estetyki seksualnej, [w:] tenże, Myślenie ciała. Eseje z zakresu somaestetyki, przeł. P. Poniatowska, Książka i Prasa, Warszawa 2016, s. 317-344.

[1] W niektórych kręgach był to wręcz sposób na… zapewnienie nieśmiertelności. W Fang-nei-pu-i czytamy: „Kto może kopulować z dwunastoma kobietami bez choćby jednego wytrysku nasienia , ten na zawsze zachowa młodość i urodę. A mężczyzna, który kopuluje z dziewięćdziesięcioma trzema kobietami i nadal umie zachować kontrolę nad sobą, zdobędzie nieśmiertelność”.