ODO – Bizancjium

Drogi i bezdroża miłości:

 

Bizancjum cz. I.

 

 

Śpiew chóru, zapach kadzideł, pełgający blask tysięcy maleńkich lampeczek podwieszonych pod stropem kościoła. Cesarz gorąco się modli, czy Święta Mądrość Boża natchnie go przy podjęciu najważniejszej decyzji w życiu?

Powyższa scena jest oczywiście dziełem naszej fantazji, źródła bowiem milczą na temat okoliczności w jakich cesarz Konstantyn IX Monomach (1042–1055) postanowił związać się ze swą ukochaną, nie rezygnując wszak z małżeństwa z cesarzową Zoe. A władczyni w tym momencie miała znacznie silniejszą pozycję od swego małżonka. To ona bowiem pochodziła z dynastii panującej w Bizancjum od przeszło stu pięćdziesięciu lat i to ona wybrała Konstantyna na swego małżonka. Dodajmy, kolejnego już małżonka.

Ale cesarz ponownie wznosi wzroku ku niebu i modli się żarliwie. Wszak Bizancjum to dewocja, ale i perwersja, modły za ludzkość, ale i czystki religijne, czy etniczne, opieka nad ubogimi, ale i tonące w przepychu uczty, to wyuzdanie, ale i procesje…

Czy w takim świecie jest miejsce na uczucie władcy, które wymyka się boskiemu porządkowi?

 

Jaki był koniec miłości Belizariusza, Antoniny i Teodozjusza przed pięciuset laty?

Belizariusz (c.505–565) był doskonałym wodzem, świetnym taktykiem, można wręcz powiedzieć, że dzięki niemu idea Cesarstwa Rzymskiego obejmującego też zachód Europy została ponownie wcielona w życie. Jednemu z najbliższych współpracowników cesarza Justyniana I (527–565) bynajmniej jednak nie powodziło się równie szczęśliwie w domu, co na wojnie. A wszystko zaczęło się od pewnego młodzieńca, którego ojcem chrzestnym był właśnie Belizariusz.

A było to tak: młodzian ów o imieniu Teodozjusz pochodził z Tracji, wówczas jeszcze prowincji rzymskiej obejmującej tereny dzisiejszej Bułgarii. Z wyznania był arianinem, zatem przynależał do innego niż powszechnie obowiązującego obrządku. Przybywszy do Konstantynopola, awansował do stopnia zaufanego pokojowca sławnego wodza tamtych czasów – Belizariusza. Ten polubił chłopca do tego stopnia, że został jego ojcem chrzestnym, kiedy ten postanowił zmienić wyznanie. Fakt to znamienny dla całej historii – bowiem w tym czasie chrzest wiązał się z adopcją przez chrzestnego rodzica i jego małżonka. Jednak żona Belizariusza – Antonina z miejsca obdarzyła swego przybranego syna afektem innym niż rodzicielska miłość. Od tej pory stale przebywała w jego towarzystwie, czemu zresztą sprzyjało życie jej małżonka: wódz często wyjeżdżał w podróżach dyplomatycznych bądź na czele oddziałów chronił odległych granic imperium.

Pewnego dnia Belizariusz jednak przyłapał parę na schadzce w piwnicy. Początkowo chciał zabić zalotnika, lecz jego zaradna małżonka zręcznie uratowała sytuację. „Jesteśmy tu by ukryć część twych łupów przed cesarzem” – powiedziała niewzruszona. Argument to sprytny, bo trafiający i do serca i do rozumu – oszustwa podatkowe były bowiem w modzie już wówczas. I chyba temu należy przypisać, że jej małżonek przymknął oko na rozwiązany rzemień przytrzymujący bieliznę okrywającą lędźwie chłopka. Po pewnym czasie sytuacja w domu ustabilizowała się na tyle, że możnowładca wyruszył na kolejną długą wyprawę.

Jego wyjazd był początkiem prawdziwego miodowego miesiąca dwojga zakochanych, a Antonina już bez zakłopotania prezentowała się swoim bliskim i znajomym w towarzystwie kochanka. Lecz kiedy podbój kolejnych ziem dobiegał końca, jedna z niewolnic Belizariusza wyjawiła mu, jak się sprawy mają w domu podczas jego nieobecności. Zdradzony małżonek zapragnął krwi i zlecił zabójstwo swego przybranego syna, który jednak czując pismo nosem, czmychnął do Efezu. Przeciwko poczynaniom Antoniny protestował nawet jej rodzony syn z pierwszego małżeństwa – Focjusz. Ale Belizariusz, choć był zwycięskim wodzem i twardym żołnierzem, wobec swej małżonki był zawsze ustępliwy. Ta zaś przeczekawszy burzę, zabrała się za pacyfikowanie całej sytuacji.

Bizantyjski patrycjusz uwierzył jej zapewnieniom, że to tylko oszczerstwa, bądź też tylko tak udawał, wszak trzeba było ów publiczny skandal jakoś zakończyć. Teodozjusz został więc przywrócony do łask i pozwolono mu na powrót. Natomiast wierna swemu panu niewolnica wraz z innymi zamieszanymi w sprawę domownikami została wydana Antoninie, która poddała ją torturom, a następnie kazała zamordować...

W krótki czas później wybuchła wojna w Italii, a Belizariusz wraz z Antoniną ruszył na czele wojsk. Kiedy sam był zajęty zdobywaniem miast i paleniem siół, jego małżonka intrygami zmusiła swego syna – Focjusza do powrotu do Bizancjum. Następnie zaaranżowała przyjazd chrześniaka, przybranego syna i ukochanego w jednej osobie do swej tymczasowej kwatery i jak podaje kronikarz Prokopiusz z Cezarei „tam mogła się do woli nacieszyć zarówno towarzystwem kochanka, jak i dobrodusznością męża.”1

Następnie cała trójka powróciła do Konstantynopola, ale Teodozjusz widząc, że z czasem namiętność Antoniny nie stygnie, lecz przeciwnie, że przybiera na sile, bojąc się o swą skórę, uciekł ponownie do Efezu i tam wstąpił do klasztoru. Dla kobiety był to prawdziwy cios, tak iż oficjalnie zaczęła nosić żałobę, jak po zmarłym. Co więcej przekonała swego męża, by również opłakiwał chrzestnego syna. Niedługo potem wybuchła wojna z Persją, więc Belizariusz siłą rzeczy wyjechał, zabierając swego pasierba – Focjusza ze sobą. Wtedy Teodozjusz powrócił szybko w objęcia Antoniny, pozostawiając klasztor daleko za sobą. Ale znalazł się wszak w Konstantynopolu „życzliwy”, który nie szczędząc czasu i nakładów pomknął szybko na front, aby donieść o tym Focjuszowi, a ten przekazał to ojczymowi. Ten zaś zareagował niezwykle gwałtownie: wybuchnął płaczem, a następnie prosił swego pasierba, aby pomścił go na kochanku swojej matki, dodając jednak przy tym: „a o mnie wiedz, że bardzo kocham moją żonę, i nie uczynię jej nic złego, bylebym tylko mógł wywrzeć zemstę na tym, który zniszczył mi dom.”

Tymczasem walki wybuchły ze zdwojoną siłą i trzeba było plany odłożyć na potem. Kiedy jednak Belizariusz powrócił do Bizancjum, od razu zaaresztował żonę i trzymał ją pod strażą zbrojnych. Podobno kilkakrotnie zamierzał ją zgładzić, lecz za każdym razem miękł za sprawą swej wielkiej do niej miłości. W tym czasie Focjusz próbował pochwycić kochanka matki, porywając osoby podejrzane i poddając je torturom, po czym wreszcie wyśledził go w Efezie, dokąd tamten ponownie zbiegł. Co prawda nieszczęśnik schronił się w kościele, szukając azylu, ale miejscowy biskup przyjął łapówkę i wydał go prześladowcy. I wydawało się, że karty zostały rozdane, a sprawa ma się już ku definitywnemu końcowi. Tymczasem nastąpiła nieoczekiwana interwencja.

Późniejsza święta – cesarzowa Teodora (c.500–548), żona Justyniana, rozumiała Antoninę lepiej niż Belizariusz. Obie panie stanowiły bowiem tandem, niejako w opozycji do pary swoich małżonków. W ramach tego sojuszu nawzajem popierały się i wspomagały. Poprzednio Antonina wydała Teodorze jej osobistego wroga, obecnie Teodora miała okazję się zrewanżować. Wezwała więc Belizariusza do pałacu i zmusiła do pojednania z żoną. Jego pomocników, którzy ścigali Teodozjusza poddała prześladowaniom, nasyłając bądź morderców, bądź wtrącając do lochów, jak jednego z nich, którego „zamknęła w ciemnej piwnicy i uwiązała za szyję do jakiegoś żłobu na sznurze tak krótkim, że był stale naprężony i ani na chwilę nie dało się go obluźnić. Stojąc tak bez przerwy przy tym żłobie nieszczęśnik ów jadł, spał i załatwiał wszystkie potrzeby naturalne, i brakowało tylko, żeby ryczał, a byłby zupełnie podobny do osła. W ten sposób spędził nie mniej niż cztery miesiące, aż dostał pomieszania zmysłów i miał częste napady szału; wreszcie uwolniono go z tego więzienia i wkrótce potem umarł.” Syna bohaterki dramatu cesarzowa poddała chłoście i mękom, aby wreszcie zdradził miejsce, gdzie tymczasem przetrzymywał Teodozjusza. I choć nic od niego nie uzyskała, jego pomocnicy nie byli aż tak oporni na widok kata i jego narzędzi pracy. Następnie został Focjusz wtrącony do więzienia, z którego za którymś razem udało mu się uciec do Jerozolimy. Tam by się schronić przed cesarzową, wstąpił incognito do klasztoru.

Teodozjusz natomiast został uwolniony i zwrócony uszczęśliwionej Antoninie. Odtąd para spotykała się oficjalnie w pałacu cesarskim, nie zbyt długo jednak, bo młodzieniec, być może z powodu ostatnich wypadków, zachorował na dyzenterię i zmarł. Na scenie wszak pozostał jeszcze drugi aktor dramatu – Belizariusz.

Wysłano go ponownie do obrony wschodnich rubieży, lecz wydaje się, że stracił w tym czasie całkowicie zainteresowanie życiem. Kampania była prowadzona tak nieudolnie, że pojawiły się pogłoski o zdradzie. W dodatku po powrocie do Konstantynopola został zamieszany w spisek przeciw cesarzowi. I choć niczego mu nie udowodniono, ów zasłużony niegdyś wódz został całkowicie pozbawiony funkcji i zaszczytów. Jego mienie zajęto, a stronników wtrącono do więzienia. Pokonany przez bieg wypadków, żył w ciągłym strachu, że każdy dzień może być jego ostatnim. Wiszące nad nim stałe zagrożenie sprawiło, że wypadł poza nawias społeczeństwa. Jednocześnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że jest tylko pionkiem w grze już dawno ustawionej przez cesarzową i swą małżonkę.

Kiedy więc pewnego dnia wrócił z niezwykle nieprzyjemnego spotkania z ich wysokościami „w tym stanie śmiertelnej trwogi poszedł do swej komnaty i tam samotny siedział na posłaniu; nie było w nim ani jednej szlachetniejszej myśli, nie pamiętał, że jest mężczyzną, lecz oblewał się potem, kręciło mu się w głowie i drżał na całym ciele w bezradnej rozpaczy miotany strachem i niepewnością o swoją osobę, jak najnędzniejszy niewolnik, a nie prawdziwy mężczyzna.” Pod domostwie kręciła się zaś, niby przypadkiem, Antonina, lecz nie rozmawiali ze sobą, tak wielką pałali do siebie nieufnością. Wtem ktoś załomotał do bram. To posłańcy od cesarzowej, a sławny wódz kiedy to usłyszał, „położył się na wznak na posłaniu, rozkrzyżował ręce i nogi i czekał na śmierć.” Ale oficer podał mu tylko list i się odmeldował. Pismo zaś stwierdzało bez ogólników ,,Wiesz dobrze, szlachetny panie, jak wobec nas postąpiłeś, ja jednak, ponieważ zawdzięczam wiele twej małżonce, postanowiłam przebaczyć ci wszystkie winy, jej w darze składając twe życie. Możesz więc odtąd z ufnością myśleć o swym bezpieczeństwie i majątku. A z twoich przyszłych postępków dowiemy się, jaki dla niej jesteś.” Kiedy nieszczęśliwy wódz to przeczytał, wybuchnął dziką radością. Pobiegł do swej żony i rzucił się jej do stóp, aby ściskać kolana, całować nogi i nazywając ją swą wybawicielką, a siebie jej niewolnikiem…

 

Takie wypadki zaszły w połowie VI w., a wszyscy chyba się zgodzimy, że związek Antoniny zarówno z młodszym Teodozjuszem jak i jej mężem – Belizariuszem nie należał do najłatwiejszych. Z pewnością moglibyśmy nazwać ją kobietą rozdartą między dwoma mężczyznami, których musiała darzyć niezwykle silnym uczuciem. W imię miłości do Teodozjusza ryzykowała swoją pozycję szanowanej matrony i polityka. Z drugiej strony, mimo że miała po temu możliwości, nie wyrzekła się swego męża Belizariusza, nawet wtedy, gdy był już tylko politycznym bankrutem. Tak więc jawi się nam ona jako kobieta, której życiową tragedią było, że obydwaj darzeni przez nią uczuciem mężczyźni, nie potrafili znaleźć kompromisowego rozwiązania. Miotani skrajnymi emocjami, uwikłani w miłość niezwykle skomplikowaną, przerastającą ich. Postanowili rozwiązać sytuację w sposób ostateczny, nie pytając bynajmniej swej ukochanej o zdanie.

Jednak oceniając Antoninę wypada nam tu również wspomnieć o licznych postronnych uczestnikach całego dramatu. O jej synu Focjuszu, którego w imię uczucia do Teodozjusza prześladowała, a następnie nie potrafiła uchronić przed torturami; a także o szeregu innych ludzi, małych i wielkich, często całkowicie przypadkowych, którymi nasza bohaterka żonglowała bez skrupułów, którym niszczyła kariery, odbierała życie i zdrowie, a wszystko dlatego, że nieszczęśliwie kochała.

*

Już dzień ma się ku końcowi, a cesarz Konstantyn nadal klęczy we wzniesionym przez Justyniana Kościele Mądrości Bożej. Pięćset lat minęło i znów w historii drugiego Rzymu pojawia się związek więcej niż dwóch osób. Sceną powtórnie jest dwór cesarki, a atmosfera jest wciąż typowo bizantyjska. Tym razem główną rolę zagra cesarzowa Zoe.

Czy cesarzowi uda się ocalić miłość?

1 Wszystkie cytaty pochodzą z: Prokopiusz z Cezarei „Historia sekretna” przeł., wstępem i przypisami opatrzył Andrzej Konarek, Warszawa 1998.

[autor: ODO] 2014-03-12

 

  POLYAMORY  friendly <Copyrights © 2012 – philianizm.pl>