Samodzielna mama i seks

 

Kilka tygodni temu trafiłem na książkę „Samotna mama i seks” autorstwa Sharon McKenny (Wydawnictwo Czarna Owca, dawniej Wydawnictwo Jacek Santorski & Co). Cieszy mnie to, że tego typu pozycje ukazują się na polskim rynku wydawniczym, tym bardziej, że niedawno zostałem zaproszony przez Monikę Goworek, w ramach jej autorskich warsztatów adresowanych do kobiet, do wygłoszenia prelekcji dotyczącej szeroko rozumianej miłości. Moim zdaniem książka McKenny świetnie uzupełnia niektóre wątki dyskusji, w której miałem wtedy okazję uczestniczyć. Co więcej, według mnie książka jest przydatna zarówno dla kobiet z  dziećmi, jak i dla tych, które zdecydowały się nie być mamami, ponieważ świetnie wpisuje się w zmiany kulturowego postrzegania kobiet, w tym między innymi ich seksualności. Osoby zainteresowane tą tematyką odsyłam dodatkowo do pasjonującej książki autorstwa Rachel Swift „Rozkosze kobiet” – ta pozycja, skierowana jest do szerokiej grupy kobiet, bez względu na wiek, stan cywilny, orientację seksualną czy bieżący status relacji.

Celowo poruszam ten temat, chcąc zwrócić uwagę czytelników/-czek na niemałą, choć często niedostrzeganą czy niedocenianą, grupę społeczną: mamy samodzielnie wychowujące dzieci. Pragnę tym samym okazać należny im szacunek. Dlaczego? Ponieważ w odbiorze części społeczeństwa grupa ta ciągle postrzegana się jako nienormatywna, zasługując tym samym w najlepszym razie na współczucie. A o szacunek dla tej części społeczeństwa jest tym trudniej, że należą do niej również osoby nieheteroseksualne, nie mówiąc już o tych, które wybrały niemonogamiczną orientację relacyjną (w tym np. osoby poliamoryczne lub osoby o liberalnym podejściu do swojego życia erotycznego).

„Samotne”? Już sam przekład tytułu książki na język polski sugeruje, że „coś z takimi osobami jest nie tak”, bo są to osoby samotne. I tu chciałbym zakwestionować wybór tłumaczki – w oryginale tytuł brzmi „Sex and the single mom”. Moim zdaniem bardziej trafne byłoby inne tłumaczenie – „Samodzielna mama i seks”. Ponieważ nie każda mama, która samodzielnie wychowuje dzieci jest samotna. Tym co według mnie jest tu istotniejsze z pewnością nie ich samotność, a ich samodzielność! W mojej opinii poczucie samotności nie zależy od tego czy ktoś jest w związku, czy nie. , ale to już temat na zupełnie inny tekst.

Wróćmy jednak do McKenny. Jej książkę można zamknąć w takim oto zdaniu:

Szanowne Mamy samodzielnie wychowujące dzieci, jesteście wspaniałe, macie prawo – a co więcej możecie – być szczęśliwe!

Społeczna norma rodziny – czyli bardzo ważnego terminu w naszej kulturze – rozumiana jest jako zarejestrowany związek heteroseksualnego mężczyzny z heteroseksualną kobietą, w którym wychowuje się dzieci, nie akceptuje odstępstw od pryncypialnych zasad. Wszelkie odmienności spotykają się z mniejszą lub większą społeczną dezaprobatą, co pociąga za sobą nierzadko negatywne reakcje. Właśnie z nimi stara się rozprawić książka McKanny, ponieważ życie uczuciowe, seksualne czy zawodowe samodzielnych mam nie musi sprowadzać się do osamotnienia, wyalienowania i zamknięcia. McKenny zachęca do odkrywania swojej kobiecości na nowo, na podstawie konkretnych przesłanek udowadnia, że dzięki samodzielnemu macierzyństwu może być ona nierzadko pełniejsza, dojrzalsza i bardziej pociągająca. Kompleksy? Można sobie z nimi poradzić i książka ta w dużej mierze pokazuje jak znaleźć ku temu odpowiednie drogi – choćby przez zmianę podejścia do samej siebie i potencjalnej/-go partnerki/-a.

Czy bycie mamą-singielką jest ujmą? Moim zdaniem absolutnie nie, a w każdym razie nie trzeba tego w ten sposób rozpatrywać. Każdy praktycznie stan, czy też status, ma oczywiście swoje dobre i złe strony. Nie jest tajemnicą, że to właśnie mamy-singielki bywają obiektami zazdrości kobiet będących w związkach – a to z kilku powodów. Jednym z nich jest możliwość otwartego wchodzenia w nowe relacje przyjacielskie miłosne, czy seksualne. Taką, i podobną, wolnością cieszą się jedynie osoby w związkach otwartych lub poliamorycznych. Kolejnym pozytywem jest świadomość, że większość osiągnięć w życiu, samodzielne mamy zawdzięczają właśnie sobie samym – własnej determinacji, odwadze i kreatywności.

Chciałbym jednocześnie zwrócić uwagę na trudności w byciu samodzielną mamą. Jednym z podstawowych, oprócz dźwiganej samodzielnie odpowiedzialności za dzieci, jest brak dostatecznej ilości pieniędzy i ekwiwalentnego do nich czasu (szczególnie tego dla siebie). Pociąga to często za sobą kolejne trudności. Tu z pomocą, przynajmniej w jakimś ograniczonym zakresie, przychodzą instytucje państwowe, jak również organizacje pozarządowe. Zdaję sobie sprawę, że zwracanie się o pomoc może wywoływać poczucie wstydu. Jednak jest ono niezasadne. Samodzielne mamy nie mają łatwego życia. Zachęcam, by sięgać po taką pomoc tym bardziej, że nie robi się tego jedynie dla siebie. Samodzielne mamy są pełnoprawnymi obywatelkami tego kraju i mają prawo oczekiwać wsparcia zwłaszcza, że sprawują opiekę nad jednym z najcenniejszych dóbr narodowych – nad młodymi obywatel(k)ami, przyszłością tego kraju.

Kolejną ważną sferą, często zaniedbywaną, a która okazuje się niezwykle przydatną w życiu, są przyjaźnie – to że jestem philianistą i uznaję przyjaźń za jedną z największych wartości ludzkich nie ma tu wiele do rzeczy. Przyjaciele są nie mniej cenni od naszej biologicznej rodziny – tak naprawdę są, czy też mogą być, naszą „rodziną z wyboru”. Może właśnie w tym tkwi największa moc przyjaźni jej trwałości i piękna – w dobrowolności. Nie podważam instytucji „spokrewnionej rodziny” – zazwyczaj jest, wsparciem i źródłem miłości. Warto jednak dbać również o przyjaźnie – w przypadku samodzielnych mam wydaje się to być szczególnie ważne. Każde wsparcie (w tym wsparcie przyjaciół) okazuje się w wielu sytuacjach bezcenne.

Wracając do treści książki – chciałbym wspomnieć o jednym z mitów, z którym się mierzy, a który dość często spotykałem zajmując się relacjami partnerskimi. Błędne przeświadczenie, że miłości się nie poszukuje, że ona sama przychodzi. To szkodliwe przekonanie, za którym stoi z kolei między innymi wymóg kulturowej bierności kobiet -„to mężczyzna powinien wyjść z inicjatywą”. Drogie Panie – mówi ze stron swojej książki MacKenny – przy ograniczonej ilości czasu, jakim dysponujecie, absolutnie należy podejmować aktywność w celu znalezienia odpowiedniej/-go partnerki/-a (jeśli jesteście tym zainteresowane). Po pierwsze, by spotkać kogoś, trzeba stworzyć ku temu warunki – zatem trzeba choćby wyjść z domu. Po drugie, i na to książka zwraca szczególną uwagę, warto wiedzieć dokładnie czego i kogo szukamy, i mieć przy tym wysokie, ale realne wymagania. Po trzecie warto być gotową na odważne, niestandardowe rozwiązania (choć nie wbrew sobie!) – sednem nie jest to, by być w związku, ale by być szczęśliwą!

Trafnie podsumowane tej myśli znalazłem w zdaniu: „Jeśli kogoś spotkam, będzie świetnie. Jeśli nie spotkam, też dobrze”.

Wracając do kwestii szacunku społecznego dla samodzielnych mam (i tworzenia tego szacunku) – według mnie jest to proces rozciągnięty w czasie, choćby z uwagi na:

  1. ciągle obecne nierówne traktowanie płci – to co uchodzi mężczyznom a nawet jest traktowane jako „źródło ich męskiej chwały” w przypadku kobiet traktowane jest jako ujma,

  2. mit „Matki Polki” – kobiety czerpiącej radość i poczucie samorealizacji, spełnienia głównie z jednego źródła – z rodzenia i wychowania dzieci,

  3. cierpienie jako źródło kulturowego podziwu i swego rodzaju cnota w przeciwieństwie do radości, która traktowana jest podejrzliwie i nierzadko jako występek, ale i uzasadnione źródło podniesionej do rangi cnoty zazdrości i bezinteresownej zawiści,

  4. seksualność, będącą ciągle społecznym tabu.

Dobrze podsumowuje to fragment omawianej książki: „Część społeczeństwa nadal będzie się czuła nieswojo wobec samotnych [samodzielnych!] mam prowadzących aktywne życie erotyczne, ale to już naprawdę nie Twój problem”.

Sharon McKenny, „Samotna mama i seks”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2008

 

autor: Grzegorz Andrzejczyk-Bruno, 09.08.2013 

po korekcie redakcyjnej Anity Pieńkowskiej tekst (powyżej) ukazał się 05.12.2014 na stronie "Literatura i płeć"

 

Kopiowanie i publikowanie tekstu w całości lub części bez zgody autora zabronione.

 

  CNM  friendly <Copyrights © 2012 – philianizm.pl>