„Nie tylko o seksie, rozmowy dwóch panów w średnim wieku” cz.III

„Nie tylko o seksie, rozmowy dwóch panów w średnim wieku”, autor: Grzegorz Andrzejczyk-Bruno, 20-07-2014


 

Część III


 

Rozmawiają:

Adam [A]: 49 lat, przedstawiciel handlowy, z wykształcenia farmaceuta z zamiłowania filozof

Grzegorz Andrzejczyk-Bruno [GAB]: 44 lata, po prostu Bruno

 

[GAB]: Tak, jak prosiłeś nie opublikowałem drugiej części naszego wywiadu.

[A]: Moim zdaniem, to nie na te czasy. Może po kolejnych wyborach? [śmiech]

[GAB]: A my znowu o rok dojrzalsi, czy może starsi?

[A]: Wiesz, to już dla mnie bez znaczenia, to takie względne.

[GAB]: Co u Ciebie? Czym teraz żyjesz?

[A]: Powiem, ale pod jednym warunkiem – że nie będziesz mnie przesłuchiwał – pytał.[śmiech] Zamiast tego oczekuję od Ciebie szczerej rozmowy, wymiany myśli. OK?

[GAB]: Drogi Adamie, szczerość masz w pakiecie! Oczywiście, rozmawiajmy, tak sobie właśnie to wyobrażałem.

[A]: O czym chcesz porozmawiać?

GAB]: Najchętniej o życiu i człowieku w nim. O tym, czy i jaki życie ma sens. Co zrobić z czasem jaki pozostaje do jego końca, kiedy nawet nie wiadomo ile go zostało?

[A]: Wiesz, co jakiś czas, odkąd pamiętam te pytania pojawiały się u mnie. Obawiam się, że nie przedstawię Ci wyczerpujących odpowiedzi. To są bardzo złożone i rozbudowane kwestie. Na dodatek, to tak jakbyś pytał mnie, gdzie doszedłem, kiedy wciąż idę.

[GAB]: Czy dobrze rozumiem, że wciąż szukasz?

[A]: Nie, nie szukam. Żyję! Kiedyś miewałem długie okresy, które wyłączały mnie z życia. Potrzebowałem samotności jak się okazało, a jednocześnie bałem się jej.

[GAB]: Bałeś się być sam, samotności, czy osamotnienia?

[A]: Otóż to! Bałem się osamotnienia. Tego co ze sobą niesie, emocji z tym związanych, bardzo bolesnych dla mnie. Nie wiem, czy rozumiesz?

GAB]: Wczoraj w czasie kolacji, poczułem „coś”. A sceneria była następująca: późna noc, cisza, za oknem las, pusty dom, zepsuty telefon, nie działający internet, brak możliwości przemieszczania – nie chodzę. Brak możliwości kontaktu z kimkolwiek – to było bardzo cenne kilka godzin. Poczułem, tak bardzo organicznie – poczułem, że jestem sam. To było coś innego niż samotność, coś innego niż poczucie osamotnienia, choć i te bywały moim udziałem w życiu. Samotność najbardziej czułem, kiedy nie spotykałem kogoś z kim mógłbym wymieniać myśli i być rozumianym. Nieraz jest mi potrzebna. Zaś osamotnienie, kiedy nie czułem bliskości, w tym tej cielesnej, związanej z dotykiem. Dzieje się tak wtedy, kiedy długo nie ma przy mnie bliskich mi ludzi. Wtedy tęsknię, czasem pięknie z uśmiechem, czasem boleśnie ze łzami.

[A]: Świetnie! Odnoszę wrażenie, że rozumiesz o czym mówię.

[GAB]: Moim zdaniem można nauczyć się rozróżniać odcienie samotności, która wg mnie ma i swoje dobre strony. Dzisiaj rozmawiałem o tym z jednym z moich przyjaciół. Byliśmy zgodni co do tego, że samotność jest niektórym ludziom, czasem potrzebna. Stanowiąc przestrzeń choćby do myślenia, tworzenia, refleksji. Uważam, że samotność wpisana jest w nasze życie, choćby w narodziny i śmierć, ale i jako potrzeba.

[A]: Zgadzam się z tym, mi jest to potrzebne. Bez tego duszę się, a kiedyś uciekałem, nawet kończąc relacje.

[GAB]: Bo bywa to trudne, wytłumaczenie ważnym dla nas osobom, tak by być zrozumianym, że potrzebuje się samotności. Czasem odbierają to – on/ona – „już mnie nie kocha, nie potrzebuje mnie”.

[A]: Do tego trzeba dojrzeć. I my sami i nasze partnerki, czy partnerzy. To bardzo trudne kochać kogoś i nie potrzebować go. Ta fraza, myśl przewija się w literaturze i łykają ją idealiści, zupełnie jej nie rozumiejąc, kalecząc i siebie i innych przy okazji.

[GAB]: Rozumiem, że osoby ważne dla Ciebie rozumieją Twoją potrzebę samotności?

[A]: Tak, teraz już tak. Choć nie było to łatwe. Przy życiu jakie prowadzę, przy tej ilości bliskich mi osób, czas kiedy jestem sam jest błogosławieństwem. Tak jest dzisiaj.

[GAB]: To paradoksalne, że czasem samotność jest przekleństwem (cierpieniem), a czasami błogosławieństwem. Może istotny jest w tym wybór. Chodzi mi o to, czy samotność jest naszym wyborem, za którym stoi nasza wewnętrzna potrzeba.

[A]: Myślę, że tak. Choć czasem jest tak, że jej nie wybieramy, że spada na nas.

[GAB]: Nie wiem jak u Ciebie, w moim życiu są sfery, w których pozostaję sam.

[A]: O tak! Ja na przykład nie spotkałem osoby, która była by taka jak ja. Tak jak ja definiowała się jako człowiek, mężczyzna, identycznie odbierała miłość, sztukę, tych samych ludzi. Kiedyś złudnie poszukiwałem takich „bliźniaków”. Nie spotkałem.

[GAB]: Matko Jedyna! Cóż mogę Ci na to odpowiedzieć? Mam tu bardzo, bardzo podobnie. Do głowy przyszła mi teraz taka myśl, że jesteśmy do siebie bardzo podobni, a jednocześnie różni. Podobni w różnicach, podobni bo różni.

[A]: Indywidualiści, czy indywidua? [śmiech]

[GAB]: [śmiech] Tu zdania będą podzielone. Cóż to i cenna, którą płaci się za spełnione marzenia, spełnienia, poszukiwania.

[A]: Stać Cię na to?

[GAB]: Jeszcze tak. [śmiech] Choć to czasem męczy.

[A]: Gdybyś mógł cofnąć czas, płynąłbyś z prądem?

[GAB]: Dobre pytanie! Nie wiem czy płynąłbym z prądem, ale z całą pewnością mniej bym się martwił, spinał, napinał. Starałbym się też znaleźć jakiś złoty środek pomiędzy potrzebą kochania, potrzebą bycia z ludźmi blisko, a potrzebą samotności. Jak sam siebie teraz słucham, to odnoszę wrażenie, że robię to od lat – robiłem kiedyś, robię i teraz.

[A]: Spacer na linie? Jak Ci idzie?

[GAB]: Tak, coś jak spacer na linie. Balansowanie w poszukiwaniu złotego środka. Jak mi idzie. Kilka razy spadłem, ale przeżyłem. Kilka razy sparzyłem przysłowiową dupinę – otwarty na kogoś obrywałem na miękkie i zamykałem się na ludzi, otwierając na samotność. Cóż serce w bliznach. Teraz wybrałem inną drogę. Postawiłem na przyjaźń, nie faworyzując nikogo, pozwalając weryfikować to życiu. To moja droga, dobra dla mnie, niekoniecznie dobra dla innych.

[A]: Ja postawiłem na miłość. Pamiętam, że dla Ciebie przyjaźń to też miłość, ja tak nie uważam. I u mnie serce w bliznach. Ciekawi mnie jak to sobie poukładałeś.

[GAB]: Cóż kwestia, definicji, rozumienia słów, gustu i subiektywizmu przeżyć. Jak poukładałem? Raczej układam. Posłużę się taką metaforą. Dla mnie życie to swego rodzaju nomadyzm, gdzie w czasie wędrówek spotyka się innych wędrowców, czasem ludzi osiadłych. I tu cenne są dla mnie te spotkania, rozmowy, siedzenie razem przy ogniu, wspólne patrzenie w gwiazdy. Czasem idę z kimś przez chwilę krótszą lub dłuższą. Czasem budzę się rano i takiej osoby nie ma przy mnie, odchodzi bez pożegnania. Kiedyś cierpiałem z tego powodu, dziś staram się chłonąć czas spędzany wspólnie, choćby to były godziny. Nawet godziny można tak upakować treścią, przeżyciami, że czas się zatrzymuje, przestrzeń zagina. [śmiech]

[A]: O(!) to jak opis schadzki kochanków.

[GAB]: Raczej przyjaciół. Choć i przyjaciele bywają kochankami. I rozmawialiśmy o samotności, a mieliśmy rozmawiać o człowieku, życiu, jego sensie.

[A]: Cóż, samotność to część tego wszystkiego. Zresztą, najwyżej dokończymy temat następnym razem, za rok? Śpieszysz się gdzieś? [śmiech]

[GAB] Nie, nie śpieszę. OK, znajdziesz mnie, do zobaczenia za rok! [śmiech]

cdn

 

/tekst nie może być kopiowany i publikowany w całości lub części bez zgody jego autora/ – kontakt