Odpowiedź na tekst Agnieszki Mrozik "Poliamoria nas wyzwoli"

Odpowiedź na tekst  Poliamoria nas wyzwoli?

  • blog: Agnieszka Mrozik – Feministka w krainie popkultury
  • data publikacji: 2014-01-27 22:40:41

 

Słowo poliamoria (wielomiłość) – jest nowym słowem, opisującym jedną z form konsensualnej niemonogamii. Jeśli wspomina Pani o artykułach i komentarzach psychologów, seksuaologów, to tuż pod tymi publikacjami (zapewne pod większością z nich znajdzie Pani moje komentarze – polecam). Z przykrością muszę stwierdzić, że większość tych artykułów i wypowiedzi specjalistów w niewielkim stopniu mówi o poliamorii, a raczej jest swego rodzaju projekcją wyobrażeń na jej temat. Weźmy choćby najbardziej popularny tekst z Nesweek'a (lipiec 2013), polecam tu moją rozmowę z dr Katarzyną Grunt-Mejer „O poliamorii” http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9121 opublikowaną na portalu Racjonalista, a odnoszącą się do tego właśnie wywiadu. Mam też poważne podejrzenia, że wypowiedzi osób poliamorycznych zostały w nim wybiórczo potraktowane, wyrwane z kontekstu – z koncentracją na seksie. Zapomina się przy tym, że poliamoria to jednak poli-amoria (wielo-miłość) a nie poli-erotyzm (za Marcinem Bogusławskim).

 

Na temat przytaczanych przez Panią seriali telewizyjnych nie wypowiem się – od blisko dwudziestu lat nie oglądam telewizji, próby powrotu utwierdzają mnie jedynie w tym, że nie ma do czego wracać.

 

Natomiast postaram się zaspokoić Pani ciekawość badaczki:
„Po pierwsze, kiedy dokładnie dochodzi do ujawnienia związku jednej osoby z innymi – nie przed światem, znajomymi, otoczeniem, ale przed samymi zainteresowanymi?”

Zazwyczaj robi się to na samym początku znajomości, informując, że kogoś się poznało, jak również informując o zmianach jakie zachodzą w naszym odbiorze, postrzeganiu tej nowo poznanej osoby.

 

„Po jakim czasie od nawiązania takich relacji: od razu, po tygodniach, miesiącach, latach (i jak wobec tego nazwać układ sprzed ujawnienia)?”

Wg mojej znajomości tematu od razu.

 

„I kto miał(a)by taki poliamoryczny związek ujawnić: „stary/stały” partner(ka) czy osoba/osoby „dochodzące”?

Zazwyczaj robi to partner(ka) będąc(a)y już w takiej relacji.

 

„A może rzecz wiadoma jest od początku, jest sprawą umowy między zainteresowanymi? Jeśli tak jednak, to czy wszyscy dokładnie znają „regulamin”: swoje prawa i obowiązki, a także zasady, na jakich mogą się z takiego układu „wypisać” lub na starcie odmówić uczestnictwa?”

Poliamoria opiera się na ustalonych przez osoby uczestniczące w takim związku/związkach zasadach – znanych wszystkim, bo wspólnie się je ustala. Zasad się przestrzega, a ich zmiana wymaga zgody wszystkich osób, które się umawiały. Co więcej można się na coś nie zgodzić lub odłożyć decyzję w czasie, by później wrócić do rozmów.

 

„W tym miejscu nasuwa się też drugie – chyba nawet istotniejsze – pytanie: jak uzyskać zgodę wszystkich osób zaangażowanych w poliamoryczną relację?”

Nie ma tu takiej pewności, że taką zgodę się uzyska. Jedno co pewne, że w związkach poli bardzo dużo się rozmawia, ustala, dyskutuje. W ogromnym skrócie.

 

„Jak upewnić się, że zgoda taka wynika z przekonania, a nie na przykład ze strachu przed utratą bliskiej osoby, która zakochała się w kimś innym?”

Moim zdaniem to przychodzi z czasem – znajomość granic własnych, partnerek, partnerów. Z całą pewnością trzeba w takich sytuacjach się wzajemnie wspierać. Wbrew pozorom takiego wsparcia potrzebują szczególnie osoby wchodzące w już istniejący związek. To złożone. Pani w pytaniu zrobiła założenie, że jeden z partnerów wchodzi w nową relację, a często to cały związek wchodzi w taką relację.

 

W kontekście Simone de Beauvoir i Sartra pisze Pani o zazdrości, jako rozdźwięku pomiędzy ideą a praktyką. W poliamorii zazdrość występuje. Ma Pani w książkach poświęconych poliamorii całe rozdziały jej poświęcone. Zazdrość nie zostanie wyeliminowana założeniem, zapisem, deklaracją – ona będzie. Tu sprawa rozbija się o to co z tą zazdrością robimy. Polecam tu ubiegłoroczny panel temu poświęcony jest zapis filmowy z tej debaty w Krytyce Politycznej http://www.philianizm.pl/poliamoria/95 . Na koniec do przytaczanej historii Beauvoir i Sartra taka moja, mała refleksja – nie znam idealnych związków, ani takich ludzi, popełniamy w życiu błędy, bywamy ślepi na ludzkie cierpienia, brakuje nam odwagi by coś zacząć lub skończyć. Nie ma (moim zdaniem) idealnych związków – mają one swoje lepsze i gorsze momenty, podobnie jak miłość, która zmienia się rodzajowo, jakościowo. Tu moje pytanie do Pani – czy związki monogamiczne są gwarantem szczęścia, a może życie singla? A może zależy to od osób i kontekstu w jakim rozgrywają się te historie miłosne?

W tekście wiele razy pada słowo miłość – czytając Pani tekst, nie wiem jaką miłość ma Pani na myśli? Jest wiele jej typologi i mnogość jej definicji. Czym jest miłość, o której Pani pisze zajmując się tematem poliamorii?

Nie mniej wdzięczny jestem za przytoczenie tych przykładów z życia ludzi, pokazujących, że te zjawisko – kochania wielu osób było wcześniej (i jeszcze wcześniej, jeśli sięgnąć do opracowań antropologicznych, historycznych), podobnie jak rodzin z wyboru. Bo w poliamorii i ten termin jest często obecny.


 

Zgodzę się z Panią, że poliamoria nie jest z pewnością – „parawanem do przysłonięcia bardzo tradycyjnych zachowań i postaw, gdy czyni się z niej alibi dla uczynków, które pod inną nazwą mogłyby się wydać trywialne, banalne.”

W poliamorii – niezwykle istotna jest etyka. Co więcej o ile pozbawione są większego sensu pretensje do niemonogamicznych preferencji/orientacji kogokolwiek, to można je mieć do sposobu ich realizacji. Myślę, że jesteśmy w tym punkcie zgodni?

 

„Układy planetarne” (nie lubię tego określenia) – to dość złożony temat, tym bardziej, że zazwyczaj wszyscy w takich związkach mają równe prawa – z których mogą korzystać na równi. I tu moje pytanie, czy można mieć pretensje do kogoś, kto z takich praw nie korzysta? Czy można mieć do kogoś pretensję, że nie został szefem jakiejś partii mimo że miał takie prawo? Albo czy nie wyjechał gdzieś, chociaż granice otwarte? Upraszczam. W poliamorii to co istotne, a co pamiętam z mojej rozmowy z Deborah Anapol to zastąpienie paradygmatu władzy innym, konsensualnym. Można rozważać, czy ograniczać liczbę partnerów, by było po równo. Jednak dlaczego nie cieszyć się, że ktoś kogo kochamy ma wiele fantastycznych relacji – tego też uczy poliamoria. Nie patrzenia, że ja mam mniej, od kogoś kogo kocham, a tego, że komuś kogo kocham szczęści się. Cieszyć się również, ze szczęścia innych. Moim zdaniem w jakimś stopniu można się tego nauczyć. – za Erichem Frommem – „miłość jest sztuką”.

 

Ostatni fragment Pani tekstu – jeśli sięgnie Pani po „Puszczalskich z zasadami”, „Poliamorię”, Debrah Anapol, czy wreszcie to co piszą sami poliamoryści (zaznaczam poliamoryści!) – tu w Polsce. To nie znajdzie tam Pani potępienia monogamii, a szacunek dla takich świadomych ludzkich wyborów. Nie zachęcam Pani do poliamorii, bo nie zachęcam do niej nikogo. Zachęcałbym jednak Panią do czego innego – by sama Pani skomponowała swoje życie i czy będzie to związek monogamiczny, bycie singielką, czy jeszcze coś innego – to Pani wybór, który szanuję. I w tym świadomym, wolnym wyborze -jego realizacji, szczerze(!) życzę Pani powodzenia.

 

Pozdrawiam serdecznie

Grzegorz Andrzejczyk-Bruno

www.philianizm.pl